
Ciągłe uganianie się za okoniami z paprochem na końcu żyłki, sprawiało, że czułem się niespełniony jako spinningista. Potrzebowałem mocniejszych wrażeń, stęskniony za odjazdami na hamulcu kołowrotka powiedziałem hasło: ,,szczupak''.
Chęci przerosły oczekiwania, kilka wypraw zakończonych porażką nie wróżyły niczego dobrego. Był to środek wakacji, więc pogoda nie sprzyjała połowom. Lecz ja byłem zawzięty i nie poddawałem się próbując coraz to nowych technik i użycia nowych przynęt. Co raz to późniejsze wyprawy za szczupakiem nie obfitowały w sukcesy. Przeżyłem chwile zwątpienia... kolejne wyprawy nastawione były na połów okoni.
Jak to zwykle w lato - dzień wyglądał tak samo. Wysoka temperatura, dokuczające słońce zniechęcały do łowienia. Jedynym plusem był wiaterek który lekko chłodził i pozwalał na przetrwanie w skwarze. Wybrałem się wówczas pod wieczór okoły godziny 18.00 i zacząłem obławiać ulubione miejscówki.
Na pierwszy ognień poszła mała srebrna okoniowa obrotówka, którą prowadziłem wolno tuż nad dnem, od czasu do czasu zmieniając tempo prowadzenia i częstotliwości szarpnięć. Po dwudziestu minutach łowienia ,,coś'' zatrzymało moją przynętę w miejscu. Moją pierwszą myślą był zaczep, którego nie brakowało na tym łowisku. Lecz to nie było to, po uniesieniu kija do góry ,,coś'' ruszyło energicznie w strone trzcin. Poczułem duży opór, kij wygiął się do granicy wytrzymałości co zmusiło mnie do odkręcenia hamulca. I zaczęła się się jazda!
Ryba wyciągała żyłkę z mojej szpuli, a ja byłem bezczynny. Nogi miałem jak z waty, a serce biło coraz mocniej. Bałem się, ze ryba pójdzie w zielsko i zerwę ją razem z zestawem. Starałem się zwijać nadmiar żyłki jaki wyciągała mi z kołowrotka i trzymać ją w napięciu. Po paru minutach udało mi się podciągnąć ją bliżej brzegu i wtedy się pokazała!
Na początku zobaczyłem tylko grzbiet i wówczas wiedziałem, że jest to spory szczupak.
Czym bliżej brzegu, stawał się coraz silniejszy i agresywniej walczył na kiju. Gdy już wydawało się, że gotów jest do podebrania, robił długi odjazd w okolicy trzcin. Dopiero za trzecim razem znalazł się w podbieraku. Cieszyłem się jak małe dziecko, wiedziałem, że ta ryba była wynikiem nie jednej ale wielu moich wypraw. Szczupak miał 58cm i jest do dziś moim życiowym rekordem.
źródło: flickr.com/photos/adrian_valentin_murphy/437804183/
mariusz, 05-11-2009, odsłon: 2902
| (14-11-2009, 16:16:13) Pierwszy szczupak zapada w pamięć, zwłaszcza jeśli jego wyholowanie powoduje pojawienie się potu na czole. Wielki szacunek dla tej ryby. No i ciekawa opowieść rzecz jasna ;) | ||
| (26-11-2009, 21:36:05) Gratki za szczupłego, też jestem miłośnikiem spinningu. Uganiam się za pstrągiem, kleniem i zębatym. Pozdrawiam | ||
| (26-01-2010, 14:39:13) Moim pierwszym szczupakiem był 1kg |
» Wróć do poprzedniej strony



